Wojtek
szedł powoli chodnikiem. Chłopak ostrożnie stawiał krok za
krokiem, bojąc się bólu jaki sprawiały mu niezagojone rany na
nogach.
Kurwa-
zaklął w myślach, zaciskając zęby- Jakbym
nie mógł ciąć się gdzie indziej.
Wlokąc się dalej, nie zwracał uwagi na mijających go
przechodni. Choć wielu z nich znał,
z
nikim się nie przywitał, a mówiąc ściślej z nikim nie chciał
się przywitać. Nie dość, że nie miał nastroju- jak zwykle
zresztą- to piekący ból nie pozwalał mu zwracać uwagi na nic
poza sobą.
Chłopak
spojrzał odruchowo na zegarek. Było już za pięć ósma, a on
nawet nie był
w
połowie drogi do szkoły. Spóźnianie nie leżało w jego naturze,
ale tym razem darował sobie pośpiech i nadal podążał swoim
wyjątkowo anemicznym krokiem.
W
czasie drogi nie myślał o niczym, tylko o bólu. Nie mógł się na
niczym skupić.
W
nerwach rozbił o beton swoje słuchawki, ale to i tak nie dało
żadnego upustu w gniewie, czy cierpieniu. Postanowił więc zatracić
się w nim, przestać uciekać od niego i opierać się mu. Pomogło.
Gdy dotarł do szkoły, był już bardzo spóźniony. Oddał kurtkę do szatni i przebrał buty. Nienawidził zimy... Zawsze było tyle
zachodu z przebieraniem i gdzie by nie poszedł było zimno
i
mokro.
Po
raz kolejny spojrzał na zegarek i ruszył do sali gimnastycznej.
Gdy
wszedł udał się do nauczyciela.
Dzień
dobry- przywitał się spokojnie. Mina nauczyciela nie wróżyła
niczego dobrego.
Ostrowski-
odpowiedział.- Miło, że wpadłeś. Nie dość, że się
spóźniasz, to jeszcze nie raczysz się przebrać. A mogę
wiedzieć, jakiż to powód twojego nieprzygotowania ?- zapytał z
sarkazmem.
Nie
chciało mi się- skłamał. Nie chciał nikomu pokazywać co sobie
zrobił. Wstydził się tego.
Ach
no tak...W takim razie gratuluję kolejnej jedynki. Idź usiądź-
nakazał wskazując palcem na ławkę.
Wojtek
ruszył w stronę ławki, starając się ignorować wciąż
powracający ból. Szedł powoli, a przez to droga do ławki
wydawała się strasznie długa.
Gdy dotarł na miejsce zrzucił
plecak i usiadł. Po chwili wyciągnął z niego zeszyt w czarnej
aksamitnej oprawie i pióro. Otworzywszy go, zaczął w nim notować.
17
grudnia 2012r.
Zajebiście!
Kolejna pała. Cóż... wszystko ma swoją cenę. Nie chcę, żeby
ktoś zobaczył co zrobiłem. Pewnie znowu wysłaliby mnie do
psychologa i musiałbym tam chodzić przez najbliższy miesiąc.
Próbowali by mi pomóc, a ja nie chcę pomocy. Nie od nich. Zresztą
mi i tak nie można już pomóc.
Chłopak
przerwał na chwile pisanie, zamknął zeszyt i zaczął się
rozglądać. Jego wzrok błądził po wszystkich kolegach grających
w nogę. Większość z nich gdy napotkała jego wzrok, szybko
odwracała głowę lub robiła dziwną minę. Wojtek nie przejmował
nimi. Olewał ich głupie zachowanie. W końcu nic dla niego nie
znaczyli...
Wreszcie
napotkał znajomą twarz. Jego najlepszy przyjaciel uśmiechnął się
do niego szeroko, pomachał ręką na przywitanie, po czym wrócił
do gry. Wojtek uśmiechnął się do siebie,
a
nie robił tego zbyt często. Nie chciał nikomu pokazać, że ma
także łagodną stronę. Pozwalał sobie na ten rarytas tylko przy
przyjaciołach.
Michał
Wierzchowski był przyjacielem Wojtka wystarczająco długo, by
przestać się go bać, więc nie było potrzeby, zgrywać przed nim
cwaniaka, ani przyodziewać tę okrutną maskę, dzięki której
wszyscy się go bali.
Chłopcy
byli swoimi całkowitymi przeciwieństwami. Michał był zawsze
uśmiechnięty, miły
i
towarzyski. Miał wielu kolegów i wszyscy go lubili. Ba! Uganiali
się za nim. Jednak dla Wojtka to wszystko nie miało znaczenia, dla
niego liczyło się tylko to, że Michał był oddanym przyjacielem
i
zawsze mógł na nim polegać.
Różnili
się także z wyglądu.
Wojciech
był prostej budowy. Nie był szczególnie umięśniony. Miał bujne
czarne włosy
i
duże oczy tego samego koloru.
Z kolei jego przyjaciel był
jasnym blondynem o lodowato niebieskich oczach. Michał był dobrze
zbudowany, głównie dzięki treningom i gry w nogę. Miał duże
powodzenie u dziewczyn, uwielbiały się na niego gapić i głupio
szczerzyć przy każdej okazji.
Gdy
zadzwonił dzwonek chłopak spakował swój dziennik i ruszył do
wyjścia. Prawie zapomniał o wciąż bolących ranach na nogach,
gdyby tylko nie musiał wstawać.
Wyszedł
z sali i udał się w kierunku korytarza.
Wojtek
stanął i obrócił się. Stał przed nim Michał. Chłopcy
przywitali się.
Poczekasz
na mnie ? Wskoczę tylko pod prysznic.
Sorry,
ale muszę jeszcze odpisać matmę od Marty- skłamał. Jakby miał
na niego czekać, nigdy nie dorównałby mu kroku z tyloma ranami na
nogach.
Dobra,
to dojdę, gdzie macie lekcje teraz ?- zapytał.
216-
odpowiedział mu.
To
zaraz dojdę.- powiedział i ruszył do szatni.
Wojtek
udał się w kierunku sali. Droga byłaby do zniesienia gdyby tylko
nie trzeba było pokonać tyle schodów! Chłopak liczył każdy
schodek. To pozwoliło mu oderwać się od cierpienia.
117,118,119...-
liczył w myślach.-120,
trzecie piętro. Nareszcie.
Przy
sali siedziały dziewczyny z jego klasy. Chłopak ominął je i
poszedł do Marty. Dziewczyna siedziała sama oddalona o jakieś trzy
metry od grupki. Jego przyjaciółka czytała książkę. Podniosła
wzrok na chłopca. Wojtek ujrzał jej śliczne zielone oczy.
I
jak było na wf-ie ?- zagadnęła.
Nie
ćwiczyłem.- odparł.
Dlaczego?
Po
prostu.
Oj
Wojtuś...- zaczęła
Wiesz,
że nie lubię swojego imienia.- przerwał jej.
Dobrze.
Będę mówiła tak jak chciałeś- zapewniła.
Dziewczyna
włożyła
zakładkę do książki i wystrzeliła jak ze sprocy, w chwili gdy
Wojtek chciał ją o coś zapytać. Chłopak pomyślał, że czymś
ją uraził, dopóki nie zobaczył Michała. To właśnie w jego
kierunku wyskoczyła Marta.
Cześć
śliczna.- przywitał ją chłopak. Nim dziewczyna zdążyła
odpowiedzieć Michał objął ją
i
zakręcił się razem z nią. Pocałowali się. Większość
dziewczyn popatrzyła na to z odrazą. Nie lubiły Marty.
Zazdrościły jej tego, że była z Michałem już od dwóch lat.
Widzimy
się po trzeciej lekcji ?- zapytał z szerokim uśmiechem.
Yhym-
przytaknęła.- Jest dzisiaj ?
Nie,
nie ma jej.- odpowiedział poważnie- Nie wspominaj Wojtkowi.
Wiem
przecież.- powiedziała i zamilkła na chwilę.- To po trzeciej ?
Tak.-
zapewnił i pocałowali się długo na pożegnanie.
Dziewczyna
wróciła do ławki. Zadzwonił dzwonek.
Chłopak
nie był zadowolony z tego, że musiał wstać. Odczekał chwilę,
policzył do pięciu, zebrał siły i wstał. Nogi zapiekły jak
nigdy. Z bólu wybałuszył oczy i nie ruszał się.
Dziewczyna
popatrzyła na niego dziwnie.
Wojtek
ruszył z przyjaciółką pod salę. Nie cieszyła go myśl, że
czeka go teraz lekcja chemii. Nic nie umiał i nauczyciel ewidentnie
się na niego uwziął. Pan Krakowski upatrzył sobie Will-a za kozła
ofiarnego i przy każdej możliwej okazji odpytywał go.
Gdy
wszyscy weszli do klasy i zajęli swoje miejsca, nauczyciel poprosił
o wyciągnięcie książek i zeszytów.
Kiedy
lekcja trwała i wszyscy zajęci byli rozwiązywaniem zadanych
ćwiczeń, Wojtek wyciągnął swój czarny zeszyt i zaczął nowy
wpis.
Chemia.
Najgorszy przedmiot na świcie. Nie dość, że nic nie ogarniam to
do tego nogi napierdalają jak cholera. Z jednej strony do dobrze, bo
Wojtek
wstał powoli i poczłapał do biurka, położył na nim zeszyt,
stanął przy tablicy i czekał. Nauczyciel wertował kartki.
Krakowski
spojrzał na niego gniewnie. Podał mu „Zbiór Zadań i Ćwiczeń
Przedmiotów Przyrodniczych” i wskazał zadanie.
Chłopak
przepisał dane i szukane. Dalej nie wiedział co ma zrobić. Stał
przed tablicą z ogromną pustką w głowie. Nic nie mógł sobie
przypomnieć. Nie pamiętał nawet żadnego prostego wzoru.
Co
się modlisz?- zapytał nauczyciel- Wiesz jak to zrobić?- zapytał.
Nie
wiem.- odpowiedział mu Wojtek
Wiesz...
twoje- zaczął nauczyciel.
To
może ja? - wtrąciła się Marta.
Kujonka.-
powiedział ktoś z głębi sali. Dziewczyna puściła tę uwagę
mimo uszu.
Pani
Marto...- zaczął nauczyciel.- Zawsze gdy pytam pana Ostrowskiego
to pani przychodzi z odsieczą. Gratuluję przyjaciółki. Siadaj. A
ciebie Marta zapraszam.
Will
ruszył do ławki, a jego miejsce zajęła przyjaciółka. Dziewczyna
szybko uporała się
z
zadaniem. Nic dziwnego Marta od zawsze była najlepsza w klasie. Co
również przekładało się na jej „popularność” w klasie.
Choć była zdecydowanie najładniejsza i najmilsza w klasie to nawet
chłopcy nie chcieli za bardzo się do niej odzywać. „Klasowe
piękności” potrafią zbuntować każdego.
Przez
resztę lekcji Wojtek udawał, że robi zadania. Po dzwonku udał się
z Martą pod następną salę. Praktycznie cała ich klasa poszła na
papierosa, więc byli sami i mogli spokojnie porozmawiać.
Dzisiaj
ta wycieczka.- powiedziała smutna.
Żałujesz,
że nie jedziesz?- zapytał zdziwiony.
Nie,
ale dzisiaj jest sprawdzian i...
Naprawdę?-
przerwał jej- Naprawdę to cię zasmuca?- zapytał śmiejąc się.
Oj
bo ty mnie źle rozumiesz... Później będziemy musieli pisać go
od nowa. A polski mamy tylko dwa razy w tygodniu. I to w
poniedziałki, czyli dzisiaj, a to jest ostatni tydzień przed
świętami.
Ja
tam się nie przejmuję.
Tak,
jak zwykle wyjebane...
No
właśnie. Jedna pała mniej.- powiedział i uśmiechnął się.
Will...
?+ zagadnęła.
Tak?
Michał
coś wspominał, że ma coś dla mnie?
Co?
- zdziwił się.- Nie nic mi nie mówił. A dlaczego pytasz.
Ty
też zapomniałeś... ? Fajnie- powiedziała.
Nie
rozumiem.- Wojtek był naprawdę zdumiony.
Dzisiaj
mamy rocznicę i on chyba też zapomniał.
O
to gratulacje.- powiedział i objął Martę.
Dzięki.
Po
dzwonku udali się do klasy. Wojtek od razu wyciągnął telefon.
„Pamiętasz,
że dzisiaj macie rocznicę”- napisał do Michała
Po
pięciu minutach dostał odpowiedź:
„Jasne,
stary. Pamiętajcie, że po trzeciej lekcji przy szafkach”
„Spk”-
odpisał mu.
Przez
resztę dwóch lekcji Wojtek siedział z pożyczonymi słuchawkami w
uszach. Teraz żałował, że zepsuł swoje. Po ostatniej lekcji
poszedł z Martą do szatni. Jeden z kolegów Michała podszedł do
Marty
Chłopak
spojrzał na Wojtka.
A
ty na co się gapisz?- zapytał.
Na
twój zjebany ryj.- odpowiedział chamsko.
Wojtek...-
upomniała go Marta.
Zaraz
ci przyjebie.- zagroził mu chłopak.
Tomek,
lepiej już idź.- pożegnała go dziewczyna.
Chłopak
oddalił się posłusznie.
Chwila...
czy on powiedział, że Michał jest przy szafkach?- zapytała po
chwili.
Ale
ja jestem głupi... napisał, że będzie przy szafkach.
Dobra,
bierz kurtkę i chodźmy do niego.
Wojtek
odebrał kurtkę i buty. Ubrał się i ruszyli pod szafki. Gdy doszli
Michał był już ubrany.
Myślałem,
że już nie przyjdziecie.
Ciebie
też miło wiedzieć kochanie- rzekła dziewczyna i pocałowała go.
Ok,
chodźmy już.
Przyjaciele
ruszyli w stronę wyjścia. Szli kolorowym korytarzem. Nareszcie ich
bure liceum zostanie odmalowane. W tym roku rada rodziców nareszcie
postanowiła odremontować szkołę, a jednymi z największych
fundatorów byli jego rodzice. Wojtek podejrzewał dlaczego to
zrobili. Jego zdaniem rodzice chcieli zapobiec ewentualnemu
kiblowaniu. Choć jego rodzicie przez ostatni rok naprawdę mało się
nim interesowali, to nie można było rzec, że całkowicie go olali.
Po
chwili Wojtek zorientował się, że przez cały czas Marta
prowadziła go za ramię. Dość dziwnie musiało to wyglądać.
Jedną ręką trzymała Michała, a drugą jego.
Chłopak
za bardzo skupił się na bólu, gdyby jego przyjaciele nie szli tak
szybko byłoby znacznie inaczej.
Będziesz
dzisiaj szedł na cmentarz? - zapytała go Marta.
Tak,
teraz pójdę.- Wojtek uznał, że to będzie dobra wymówka, żeby
iść wolniej. Przy okazji połączy przyjemne z pożytecznym.
Przemyśli kilka spraw, odwiedzi brata i będzie go mniej bolało.
Jak
chcesz możemy iść z tobą- zaproponował mu Michał.
Nie,
dzięki, właściwie to dzisiaj chciałbym iść sam.- wybrnął.
No
dobra to do jutra.- pożegnał go kolega.
No,
narson.- pożegnał się, podał rękę Michałowi i przytulił
Martę.
Patrzyli
chwilę jak odchodzi po czym ruszyli dalej.
Boję
się o niego- zaczęła dziewczyna
Czemu?
Dzisiaj
na chemii miał takie proste zadanie i...
Ostatnio
przecież strasznie opuścił się w nauce.- stwierdził.
Wiem,
ale on tępieje.- zauważyła.
Na
wf też nie ćwiczył.
Wiem,
mówił.
Stoczył
się przez nią. Naprawdę- powiedział Michał.
Ja
wciąż nie mogę uwierzyć, że ona mu to zrobiła. Po prostu nie
mogę. I my się z nią przyjaźniliśmy...- powiedziała przez łzy.
Ale
gdyby nie ona to nie bylibyśmy razem.
Chociaż
raz zrobiła coś naprawdę dobrego.- rzekła i przerwała na
chwilę- Jest dzisiaj trening?- zapytała.
Tak.
A co chcesz wpaść?
Yhym
przyszłabym.- odrzekła.
Szli
jeszcze chwilę w ciszy po zaśnieżonym chodniku, dopóki nie doszli
do domu Michała. Chłopak stanął naprzeciwko swojej dziewczyny.
To
do siedemnastej kochanie.- powiedział, wziął ją pod brodę i
zaczął całować. Pocałunek był naprawdę długi. Nie mogli się
od siebie oderwać. Stali przytuleni do siebie.
Dlaczego
nie pojechałeś na tę wycieczkę? Bo trening?
Nie...
bo ty. Nie mogę sprawić, żeby cię polubili, ale mogę ci
uprzyjemnić każdy dzień- rzekł i znowu się pocałowali- Do do
siedemnastej, tak?- upewnił się.
Tak
do siedemnastej.-przytaknęła.- Pa, kocham cię.
Ja
ciebie bardziej- powiedział na pożegnanie.
Nie
da się.
Pa.-
zawołała jak odchodziła.
Cześć-
odrzekł.
Marta
ruszyła w stronę swojego domu. Szła powoli. Delektowała się
zimą. Była to jej ulubiona pora roku. Kochała zimę. Uwielbiała
biel, kojarzyła się jej z czystością i porządkiem. Jednak nawet
to nie odgoniło jej czarnych myśli.
Zastanawiało
ją dlaczego tak wiele z jej dawnych koleżanek odwróciło się od
niej. Odkąd Sylwia- jej najbliższa przyjaciółka i była
dziewczyna Wojtka- ją zostawiła, cały świat runął. Odwróciły się
jej najbliższe koleżanki. Jej przyjaciel znowu wpadł w depresję,
a ona sama straciła dawną pewność siebie.
A
może fakt, że była tak zagorzałym kujonem odpychało ludzi.
Szczerze nie potrzebowała fałszywych koleżanek, które kolegowały
się z nią pewnie tylko dlatego, że była najlepszą przyjaciółką
Sylwii. Chociaż z drugiej strony byłoby miło pójść z
przyjaciółką na zakupy niż z chłopakiem, który tylko marzy o
wyrwaniu się ze sklepu z damską odzieżą.
-
Oj Sylwia...- stanęła i powiedziała na głos.- Chciałabym
wiedzieć dlaczego to zrobiłaś- powiedziała i ruszyła dalej.