niedziela, 2 grudnia 2012

słowo na niedzielę

ogłoszenia duszpasterskie..

po pierwsze.. brakuje czasu i weny wiec sprawozdanie z morderstwa nie bedzie cyklicznie rozlozone.. wybaczcie..

po drugie.. zaniedbalismy ostatnio bloga. przyznaje. ale postaramy sie to zmienic..

ode mnie juz dobranoc..

p.

niedziela, 25 listopada 2012

Słowo na niedzielę

Księża nie zajmą się świętami.. Klerowi myli się Betlejem z Bentley'em..

Dziwi was to, ze jeszcze 20 lat temu było 15% deklarowanych antyteistów a teraz jest ich 36%?

"Wasz Bóg został przybity do krzyża a mój trzyma w ręku młot, sami wyciągnijcie wnioski.."
-A.N.D.

kolorowych koszmarów
p.

Na dzień dobry ^^

Dzisiaj pewna zmiana ; p
_________________________________________________________________________

"Nie rozumiał dziewczyn - jego zdaniem były kompletnie nieprzewidywalne. Wydawało się, że mówią tylko część tego, co myślą, a potem przestają się odzywać, schowane za pełnym urazy milczeniem, nie dopowiedziawszy tego, co naprawdę miało znaczenie."



Cytat z książki
"Tunele- Głębiej"
R. Gordona i B. Williamsa

czwartek, 22 listopada 2012

Na dobranoc

     Dziś kolejny cytat, tym razem ze "Zmierzchu" Stephenie Meyer.



"Death is peaceful...Easy. Life is harder"

środa, 21 listopada 2012

Sprawozdanie z morderstwa

Dzisiaj wieje nudą.. Żadnej ciekawej roboty.. Pakuję walizkę, wychodzę z domu i udaję się w kierunku metra. Ciężkie to cholerstwo, zachciało się mordu z ukrycia.. Z dziwną miną i wyrysowaną złością na twarzy wysiadam na Down Silence Street.. Ciekawa nazwa jak dla mnie. Stojąc przed wielkim budynkiem myślę nad strategią.. Jadę windą
na samą górę. Patrzę na wskaźnik pięter.. Nareszcie 15.. Wychodzę przez właz na dach, otwieram walizkę. Wyciągam moją piękność.. Kocham tą broń, cicha, lekka, poręczna. Czas na coś specjalnego. Otwieram małą czarną skrzyneczkę i wyciągam amunicję. Pocisk, który jest w stanie powalić niedźwiedzia.. Ogromny 500 S&W. Cudo amerykańskiej konstrukcji. Wyciągam nóż i podpisuję pocisk. Niech wiedzą, że to NN. Ładuję broń i przykladam głowę do celownika. Wszystko ok więc kładę się przy krawędzi budynku, na północ, w stronę parku. Właśnie mija południe, zaraz przebiegnie tędy Corey, to trochę przykre, że zginie dbając o swoje zdrowie. Skupiam się na jednym celu by uspokoić oddech. Jest! Czerwone charakterystyczne buty, kręcone siwe włosy, to on. Przymierzam się, wstrzymuję powietrze.. Strzał, Corey Will pada na chodnik praktycznie bez głowy. Mission Complete..

p.

wtorek, 20 listopada 2012

For a good night


      Hay c( : w tym tygodniu w serii "na dobranoc" będziecie mogli przeczytać ciekawe i inspirujące(mam nadzieję, że również dla was ^^)  cytaty z różnych interesujących  książek.

____________________________________________________________________
Na początek:
"Sebastian" Anne Bishop:



"Niech twoje serce podróżuje bez bagażu, ponieważ to, co se sobą przyniesie stanie się częścią krajobrazu"

niedziela, 18 listopada 2012

Witajcie ; )

Wybaczcie, że ostatnimi czasy zaniedbaliśmy bloga...
Właśnie dodałem nowe opowiadanie...wybaczcie, że zamiast myślników widnieją te kropki -.-
ale po skopiowaniu inaczej nie chciało się zapisać.
Mam nadzieję, że to was nie zniechęci
Z mojej strony jeszcze się troszkę pozmienia ; )
Do następnego ^^

Dziennik Samobójcy

Rozdział I


     Wojtek szedł powoli chodnikiem. Chłopak ostrożnie stawiał krok za krokiem, bojąc się bólu jaki sprawiały mu niezagojone rany na nogach.
    Kurwa- zaklął w myślach, zaciskając zęby- Jakbym nie mógł ciąć się gdzie indziej.
      Wlokąc się dalej, nie zwracał uwagi na mijających go przechodni. Choć wielu z nich znał,
z nikim się nie przywitał, a mówiąc ściślej z nikim nie chciał się przywitać. Nie dość, że nie miał nastroju- jak zwykle zresztą- to piekący ból nie pozwalał mu zwracać uwagi na nic poza sobą.
Chłopak spojrzał odruchowo na zegarek. Było już za pięć ósma, a on nawet nie był
w połowie drogi do szkoły. Spóźnianie nie leżało w jego naturze, ale tym razem darował sobie pośpiech i nadal podążał swoim wyjątkowo anemicznym krokiem.
      W czasie drogi nie myślał o niczym, tylko o bólu. Nie mógł się na niczym skupić.
W nerwach rozbił o beton swoje słuchawki, ale to i tak nie dało żadnego upustu w gniewie, czy cierpieniu. Postanowił więc zatracić się w nim, przestać uciekać od niego i opierać się mu. Pomogło.
   Gdy dotarł do szkoły, był już bardzo spóźniony. Oddał kurtkę do szatni i przebrał buty. Nienawidził zimy... Zawsze było tyle zachodu z przebieraniem i gdzie by nie poszedł było zimno
i mokro.
      Po raz kolejny spojrzał na zegarek i ruszył do sali gimnastycznej.
      Gdy wszedł udał się do nauczyciela.
  • Dzień dobry- przywitał się spokojnie. Mina nauczyciela nie wróżyła niczego dobrego.
  • Ostrowski- odpowiedział.- Miło, że wpadłeś. Nie dość, że się spóźniasz, to jeszcze nie raczysz się przebrać. A mogę wiedzieć, jakiż to powód twojego nieprzygotowania ?- zapytał z sarkazmem.
  • Nie chciało mi się- skłamał. Nie chciał nikomu pokazywać co sobie zrobił. Wstydził się tego.
  • Ach no tak...W takim razie gratuluję kolejnej jedynki. Idź usiądź- nakazał wskazując palcem na ławkę.
      Wojtek ruszył w stronę ławki, starając się ignorować wciąż powracający ból. Szedł powoli, a przez to droga do ławki wydawała się strasznie długa.
      Gdy dotarł na miejsce zrzucił plecak i usiadł. Po chwili wyciągnął z niego zeszyt w czarnej aksamitnej oprawie i pióro. Otworzywszy go, zaczął w nim notować.

17 grudnia 2012r.

Zajebiście! Kolejna pała. Cóż... wszystko ma swoją cenę. Nie chcę, żeby ktoś zobaczył co zrobiłem. Pewnie znowu wysłaliby mnie do psychologa i musiałbym tam chodzić przez najbliższy miesiąc. Próbowali by mi pomóc, a ja nie chcę pomocy. Nie od nich. Zresztą mi i tak nie można już pomóc.

      Chłopak przerwał na chwile pisanie, zamknął zeszyt i zaczął się rozglądać. Jego wzrok błądził po wszystkich kolegach grających w nogę. Większość z nich gdy napotkała jego wzrok, szybko odwracała głowę lub robiła dziwną minę. Wojtek nie przejmował nimi. Olewał ich głupie zachowanie. W końcu nic dla niego nie znaczyli...
     Wreszcie napotkał znajomą twarz. Jego najlepszy przyjaciel uśmiechnął się do niego szeroko, pomachał ręką na przywitanie, po czym wrócił do gry. Wojtek uśmiechnął się do siebie,
a nie robił tego zbyt często. Nie chciał nikomu pokazać, że ma także łagodną stronę. Pozwalał sobie na ten rarytas tylko przy przyjaciołach.
     Michał Wierzchowski był przyjacielem Wojtka wystarczająco długo, by przestać się go bać, więc nie było potrzeby, zgrywać przed nim cwaniaka, ani przyodziewać tę okrutną maskę, dzięki której wszyscy się go bali.
     Chłopcy byli swoimi całkowitymi przeciwieństwami. Michał był zawsze uśmiechnięty, miły
i towarzyski. Miał wielu kolegów i wszyscy go lubili. Ba! Uganiali się za nim. Jednak dla Wojtka to wszystko nie miało znaczenia, dla niego liczyło się tylko to, że Michał był oddanym przyjacielem
i zawsze mógł na nim polegać.
     Różnili się także z wyglądu.
    Wojciech był prostej budowy. Nie był szczególnie umięśniony. Miał bujne czarne włosy
i duże oczy tego samego koloru.
    Z kolei jego przyjaciel był jasnym blondynem o lodowato niebieskich oczach. Michał był dobrze zbudowany, głównie dzięki treningom i gry w nogę. Miał duże powodzenie u dziewczyn, uwielbiały się na niego gapić i głupio szczerzyć przy każdej okazji.
    Gdy zadzwonił dzwonek chłopak spakował swój dziennik i ruszył do wyjścia. Prawie zapomniał o wciąż bolących ranach na nogach, gdyby tylko nie musiał wstawać.
    Wyszedł z sali i udał się w kierunku korytarza.
  • Hej, poczekaj- krzyknął za nim znajomy głos.
     Wojtek stanął i obrócił się. Stał przed nim Michał. Chłopcy przywitali się.
  • Poczekasz na mnie ? Wskoczę tylko pod prysznic.
  • Sorry, ale muszę jeszcze odpisać matmę od Marty- skłamał. Jakby miał na niego czekać, nigdy nie dorównałby mu kroku z tyloma ranami na nogach.
  • Dobra, to dojdę, gdzie macie lekcje teraz ?- zapytał.
  • 216- odpowiedział mu.
  • To zaraz dojdę.- powiedział i ruszył do szatni.
    Wojtek udał się w kierunku sali. Droga byłaby do zniesienia gdyby tylko nie trzeba było pokonać tyle schodów! Chłopak liczył każdy schodek. To pozwoliło mu oderwać się od cierpienia.
    117,118,119...- liczył w myślach.-120, trzecie piętro. Nareszcie.
    Przy sali siedziały dziewczyny z jego klasy. Chłopak ominął je i poszedł do Marty. Dziewczyna siedziała sama oddalona o jakieś trzy metry od grupki. Jego przyjaciółka czytała książkę. Podniosła wzrok na chłopca. Wojtek ujrzał jej śliczne zielone oczy.
  • I jak było na wf-ie ?- zagadnęła.
  • Nie ćwiczyłem.- odparł.
  • Dlaczego?
  • Po prostu.
  • Oj Wojtuś...- zaczęła
  • Wiesz, że nie lubię swojego imienia.- przerwał jej.
  • Dobrze. Będę mówiła tak jak chciałeś- zapewniła.
    Dziewczyna włożyła zakładkę do książki i wystrzeliła jak ze sprocy, w chwili gdy Wojtek chciał ją o coś zapytać. Chłopak pomyślał, że czymś ją uraził, dopóki nie zobaczył Michała. To właśnie w jego kierunku wyskoczyła Marta.
  • Cześć śliczna.- przywitał ją chłopak. Nim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć Michał objął ją
    i zakręcił się razem z nią. Pocałowali się. Większość dziewczyn popatrzyła na to z odrazą. Nie lubiły Marty. Zazdrościły jej tego, że była z Michałem już od dwóch lat.
  • Widzimy się po trzeciej lekcji ?- zapytał z szerokim uśmiechem.
  • Yhym- przytaknęła.- Jest dzisiaj ?
  • Nie, nie ma jej.- odpowiedział poważnie- Nie wspominaj Wojtkowi.
  • Wiem przecież.- powiedziała i zamilkła na chwilę.- To po trzeciej ?
  • Tak.- zapewnił i pocałowali się długo na pożegnanie.
    Dziewczyna wróciła do ławki. Zadzwonił dzwonek.
  • No to długo sobie posiedziałam...- powiedziała zniechęcona- Chodź pod klasę Will.
     Chłopak nie był zadowolony z tego, że musiał wstać. Odczekał chwilę, policzył do pięciu, zebrał siły i wstał. Nogi zapiekły jak nigdy. Z bólu wybałuszył oczy i nie ruszał się.
  • Coś się stało ?- zapytała zaniepokojona przyjaciółka.
  • Nie, nic... tak się zdziwiłem, że użyłaś mojego pseuda.
    Dziewczyna popatrzyła na niego dziwnie.
  • Ok... chodź pod klasę. Krakowski już idzie.
     Wojtek ruszył z przyjaciółką pod salę. Nie cieszyła go myśl, że czeka go teraz lekcja chemii. Nic nie umiał i nauczyciel ewidentnie się na niego uwziął. Pan Krakowski upatrzył sobie Will-a za kozła ofiarnego i przy każdej możliwej okazji odpytywał go.
     Gdy wszyscy weszli do klasy i zajęli swoje miejsca, nauczyciel poprosił o wyciągnięcie książek i zeszytów.
     Kiedy lekcja trwała i wszyscy zajęci byli rozwiązywaniem zadanych ćwiczeń, Wojtek wyciągnął swój czarny zeszyt i zaczął nowy wpis.

Chemia. Najgorszy przedmiot na świcie. Nie dość, że nic nie ogarniam to do tego nogi napierdalają jak cholera. Z jednej strony do dobrze, bo

  • Ostrowski.- powiedział nauczyciel, aby zwrócić uwagę chłopca- Widzę, że pilnie notujesz. Pokaż zeszyt.
    Wojtek wstał powoli i poczłapał do biurka, położył na nim zeszyt, stanął przy tablicy i czekał. Nauczyciel wertował kartki.
  • Gdzie tu są rozwiązania ?- zapytał zdenerwowany.
  • Nie ma.- odparł spokojnie. Za spokojnie.
     Krakowski spojrzał na niego gniewnie. Podał mu „Zbiór Zadań i Ćwiczeń Przedmiotów Przyrodniczych” i wskazał zadanie.
  • Rozwiąż je- nakazał.
     Chłopak przepisał dane i szukane. Dalej nie wiedział co ma zrobić. Stał przed tablicą z ogromną pustką w głowie. Nic nie mógł sobie przypomnieć. Nie pamiętał nawet żadnego prostego wzoru.
  • Co się modlisz?- zapytał nauczyciel- Wiesz jak to zrobić?- zapytał.
  • Nie wiem.- odpowiedział mu Wojtek
  • Wiesz... twoje- zaczął nauczyciel.
  • To może ja? - wtrąciła się Marta.
  • Kujonka.- powiedział ktoś z głębi sali. Dziewczyna puściła tę uwagę mimo uszu.
  • Pani Marto...- zaczął nauczyciel.- Zawsze gdy pytam pana Ostrowskiego to pani przychodzi z odsieczą. Gratuluję przyjaciółki. Siadaj. A ciebie Marta zapraszam.
     Will ruszył do ławki, a jego miejsce zajęła przyjaciółka. Dziewczyna szybko uporała się
z zadaniem. Nic dziwnego Marta od zawsze była najlepsza w klasie. Co również przekładało się na jej „popularność” w klasie. Choć była zdecydowanie najładniejsza i najmilsza w klasie to nawet chłopcy nie chcieli za bardzo się do niej odzywać. „Klasowe piękności” potrafią zbuntować każdego.
Przez resztę lekcji Wojtek udawał, że robi zadania. Po dzwonku udał się z Martą pod następną salę. Praktycznie cała ich klasa poszła na papierosa, więc byli sami i mogli spokojnie porozmawiać.
  • Dzisiaj ta wycieczka.- powiedziała smutna.
  • Żałujesz, że nie jedziesz?- zapytał zdziwiony.
  • Nie, ale dzisiaj jest sprawdzian i...
  • Naprawdę?- przerwał jej- Naprawdę to cię zasmuca?- zapytał śmiejąc się.
  • Oj bo ty mnie źle rozumiesz... Później będziemy musieli pisać go od nowa. A polski mamy tylko dwa razy w tygodniu. I to w poniedziałki, czyli dzisiaj, a to jest ostatni tydzień przed świętami.
  • Ja tam się nie przejmuję.
  • Tak, jak zwykle wyjebane...
  • No właśnie. Jedna pała mniej.- powiedział i uśmiechnął się.
  • Will... ?+ zagadnęła.
  • Tak?
  • Michał coś wspominał, że ma coś dla mnie?
  • Co? - zdziwił się.- Nie nic mi nie mówił. A dlaczego pytasz.
  • Ty też zapomniałeś... ? Fajnie- powiedziała.
  • Nie rozumiem.- Wojtek był naprawdę zdumiony.
  • Dzisiaj mamy rocznicę i on chyba też zapomniał.
  • O to gratulacje.- powiedział i objął Martę.
  • Dzięki.
     Po dzwonku udali się do klasy. Wojtek od razu wyciągnął telefon.
Pamiętasz, że dzisiaj macie rocznicę”- napisał do Michała
Po pięciu minutach dostał odpowiedź:
Jasne, stary. Pamiętajcie, że po trzeciej lekcji przy szafkach”
Spk”- odpisał mu.

     Przez resztę dwóch lekcji Wojtek siedział z pożyczonymi słuchawkami w uszach. Teraz żałował, że zepsuł swoje. Po ostatniej lekcji poszedł z Martą do szatni. Jeden z kolegów Michała podszedł do Marty
  • Hej- przywitał się z uśmiechem.
  • Cześć- odrzekła.
  • Dasz to Michałowi?-zapytał i podał jej zieloną reklamówkę.- Wybiegł szybciej do szafki
    i chyba zapomniał.
     Chłopak spojrzał na Wojtka.
  • A ty na co się gapisz?- zapytał.
  • Na twój zjebany ryj.- odpowiedział chamsko.
  • Wojtek...- upomniała go Marta.
  • Zaraz ci przyjebie.- zagroził mu chłopak.
  • Tomek, lepiej już idź.- pożegnała go dziewczyna.
     Chłopak oddalił się posłusznie.
  • Chwila... czy on powiedział, że Michał jest przy szafkach?- zapytała po chwili.
  • Ale ja jestem głupi... napisał, że będzie przy szafkach.
  • Dobra, bierz kurtkę i chodźmy do niego.
     Wojtek odebrał kurtkę i buty. Ubrał się i ruszyli pod szafki. Gdy doszli Michał był już ubrany.
  • Myślałem, że już nie przyjdziecie.
  • Ciebie też miło wiedzieć kochanie- rzekła dziewczyna i pocałowała go.
  • Ok, chodźmy już.
     Przyjaciele ruszyli w stronę wyjścia. Szli kolorowym korytarzem. Nareszcie ich bure liceum zostanie odmalowane. W tym roku rada rodziców nareszcie postanowiła odremontować szkołę, a jednymi z największych fundatorów byli jego rodzice. Wojtek podejrzewał dlaczego to zrobili. Jego zdaniem rodzice chcieli zapobiec ewentualnemu kiblowaniu. Choć jego rodzicie przez ostatni rok naprawdę mało się nim interesowali, to nie można było rzec, że całkowicie go olali.
  • Wojtek?- Marta wyrwała go z zamyślenia.
  • Co?
  • Kontaktujesz w ogóle?- zapytał się Michał. Oboje dziwnie na niego patrzyli.
     Po chwili Wojtek zorientował się, że przez cały czas Marta prowadziła go za ramię. Dość dziwnie musiało to wyglądać. Jedną ręką trzymała Michała, a drugą jego.
     Chłopak za bardzo skupił się na bólu, gdyby jego przyjaciele nie szli tak szybko byłoby znacznie inaczej.
  • Będziesz dzisiaj szedł na cmentarz? - zapytała go Marta.
  • Tak, teraz pójdę.- Wojtek uznał, że to będzie dobra wymówka, żeby iść wolniej. Przy okazji połączy przyjemne z pożytecznym. Przemyśli kilka spraw, odwiedzi brata i będzie go mniej bolało.
  • Jak chcesz możemy iść z tobą- zaproponował mu Michał.
  • Nie, dzięki, właściwie to dzisiaj chciałbym iść sam.- wybrnął.
  • No dobra to do jutra.- pożegnał go kolega.
  • No, narson.- pożegnał się, podał rękę Michałowi i przytulił Martę.
     Patrzyli chwilę jak odchodzi po czym ruszyli dalej.
  • Boję się o niego- zaczęła dziewczyna
  • Czemu?
  • Dzisiaj na chemii miał takie proste zadanie i...
  • Ostatnio przecież strasznie opuścił się w nauce.- stwierdził.
  • Wiem, ale on tępieje.- zauważyła.
  • Na wf też nie ćwiczył.
  • Wiem, mówił.
  • Stoczył się przez nią. Naprawdę- powiedział Michał.
  • Ja wciąż nie mogę uwierzyć, że ona mu to zrobiła. Po prostu nie mogę. I my się z nią przyjaźniliśmy...- powiedziała przez łzy.
  • Ale gdyby nie ona to nie bylibyśmy razem.
  • Chociaż raz zrobiła coś naprawdę dobrego.- rzekła i przerwała na chwilę- Jest dzisiaj trening?- zapytała.
  • Tak. A co chcesz wpaść?
  • Yhym przyszłabym.- odrzekła.
     Szli jeszcze chwilę w ciszy po zaśnieżonym chodniku, dopóki nie doszli do domu Michała. Chłopak stanął naprzeciwko swojej dziewczyny.
  • To do siedemnastej kochanie.- powiedział, wziął ją pod brodę i zaczął całować. Pocałunek był naprawdę długi. Nie mogli się od siebie oderwać. Stali przytuleni do siebie.
  • Dlaczego nie pojechałeś na tę wycieczkę? Bo trening?
  • Nie... bo ty. Nie mogę sprawić, żeby cię polubili, ale mogę ci uprzyjemnić każdy dzień- rzekł i znowu się pocałowali- Do do siedemnastej, tak?- upewnił się.
  • Tak do siedemnastej.-przytaknęła.- Pa, kocham cię.
  • Ja ciebie bardziej- powiedział na pożegnanie.
  • Nie da się.
  • Pa.- zawołała jak odchodziła.
  • Cześć- odrzekł.
     Marta ruszyła w stronę swojego domu. Szła powoli. Delektowała się zimą. Była to jej ulubiona pora roku. Kochała zimę. Uwielbiała biel, kojarzyła się jej z czystością i porządkiem. Jednak nawet to nie odgoniło jej czarnych myśli.
     Zastanawiało ją dlaczego tak wiele z jej dawnych koleżanek odwróciło się od niej. Odkąd Sylwia- jej najbliższa przyjaciółka i była dziewczyna Wojtka- ją zostawiła, cały świat runął. Odwróciły się jej najbliższe koleżanki. Jej przyjaciel znowu wpadł w depresję, a ona sama straciła dawną pewność siebie.
     A może fakt, że była tak zagorzałym kujonem odpychało ludzi. Szczerze nie potrzebowała fałszywych koleżanek, które kolegowały się z nią pewnie tylko dlatego, że była najlepszą przyjaciółką Sylwii. Chociaż z drugiej strony byłoby miło pójść z przyjaciółką na zakupy niż z chłopakiem, który tylko marzy o wyrwaniu się ze sklepu z damską odzieżą.
- Oj Sylwia...- stanęła i powiedziała na głos.- Chciałabym wiedzieć dlaczego to zrobiłaś- powiedziała i ruszyła dalej.

środa, 14 listopada 2012

Na dobranoc






p.

Cześć

Chciałem tylko napisać, że publikacja  Dziennika Samobójcy trochę się spóźni dodam tak szybko jak tylko będę mógł.
Tak więc to tyle...
Do jutra : )
________________________________________________________________________________

Sprawozdanie z morderstwa

Drugi maja. Szczególny dzień, szczególny klient, szczególne zlecenie. Nie mogę użyć broni palnej. Będzie tam zbyt dużo ludzi.. Poprawiam krawat i pewnym, energicznym krokiem udaję się do drzwi kasyna. To nie moje środowisko, nienawidzę garniturów, koszul, krawatów i tych wszystkich snobów, którzy to noszą. Rozglądam się spacerując między stołami do gry, wypatruję dzisiejszej ofiary. Według informacji miała się tu zjawić przed 22:00. Spoglądam na zegarek. 21:57. Wiem, że będzie tu z ochroną.. Sam pójdzie tylko do toalety co zawsze robi na samym początku.. Obracam się na pięcie i kieruję w stronę toalet. Przyglądam się fotografi siedząc na sedenie w pierwszej kabinie. Ktos wchodzi. Chowam zdjecie i po cichu wyciagam długi, desantowy nóż wojskowy. Szelest wody, znów kroki. Jest przy umywalce. Godzina? 22.03. Wychodzę z kabiny spuszczając wodę. To on. podchodzę jakby do umywalki.. Szybkim ruchem wbijam ostrze w lewy bok szyi. Odwracam go tyłem do siebie i skręcam kark, dla pewności oczywiście. Na czole wycinam "NN" i wychodzę. Już widzę te nagłówki w jutrzejszych gazetach. "Kolejna ofiara NN. Tym razem padło na Kurt'a Smilly'a"

p.

poniedziałek, 12 listopada 2012

kim jest ateista?

Co to znaczy być ateistą?

Myślę, że odpowiedzi będzie tyle ile księży na świecie.. Według ludzi to ktoś, dla kogo Bóg jest wrogiem, ktoś kto drwi z ludzi wierzących, kto obraża wiarę i społeczność wierzącą..

GÓWNO PRAWDA

Ateista to ktoś, kto będzie kierował się w życiu swoimi wartościami i prawami - tak jak katolicy dekalogiem.

Ateista to ktoś, kto nie wierzy w istotę nadludzką mającą "kontrolę" nad ludzkim życiem.

Kiedyś pewien zakonnik powiedział mi, że jest w 100% oddany bożej opiece. Kompletny absurd.. Zastanówcie się. To przecież awykonalne. To dokładnie mu powiedziałem.

Nadal stał przy swoim uparcie twierdząc, że jestem w błędzie. Twierdził, że staram się zrazić go do wiary, Boga, itd.. Ale jedno zdanie, w sumie cytat pozwolił mi go przekonać..

"Możesz wierzyć w co chcesz - w anioły, demony, diabła, Boga, smerfy czy kosmitów - ale jak będziesz przechodzić przez ulicę i tak popatrzysz w prawo i lewo by sprawdzić czy nic nie nadjeżdża.."

Miłej nocy

p.

Gdybam..

Gdyby to nie było na niby..
Jak kiedyś nagrała Paktofonika
"Gdyby świat cały obrosły niebieskie migdały..."

Dla wielu z was to tylko tekst. Ja zacząłem szukać w nim drugiego dna.. I chyba znalazłem.

Gdyby przeczytać to tak - "Gdyby cały świat zamienił się w jedno marzenie" albo "Gdyby na świecie zaczęły spełniać się marzenia". Jak wyglądałoby nasze życie? "Gdyby podziały gdzieś się podziały" na pewno byłoby lepiej..

Niestety.. mimo żalu jaki każdy z nas w sobie ma, ludzie, z niewielkimi wyjątkami, nie chcą zmienić świata.. Ciągle się to wałkuje ale jest to tylko paplanina władz, które nic z tym nie zrobią. Bynajmniej na razie..

Brak motywacji, stresory zewnętrzne.. To wszystko nas niszczy i powoduje, że zamiast stawiania sobie celów do zrealizowania mówimy tylko "gdyby"..

"Gdyby szyby i konimy mnie nie o taczały.."

p.

niedziela, 11 listopada 2012

"Born to die"



"Why
Who, me?
Why?

Feet don't fail me now
Take me to the finish line
Oh my heart it breaks every step that I take 
But I'm hoping at the gates 
They'll tell me that you're mine

Walking through the city streets
Is it by mistake or design?
I feel so alone on a Friday night
Can you make it feel like home
If I tell you you're mine
It's like I told you honey

Don't make me sad, don't make me cry
Sometimes love is not enough 
And the road gets tough
I don't know why
Keep making me laugh, let's go get high
The road is long, we carry on
Try to have fun in the meantime

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain
You like your girl's insane
Choose your last words
This is the last time
'Cause you and I 
We were born to die

Lost but now I am found
I can see but once I was blind
I was so confused as a little child
Tried to take what I could get
Scared that I couldn't find
All the answers honey

Don't make me sad, don't make me cry
Sometimes love is not enough 
And the road gets tough
I don't know why
Keep making me laugh, let's go get high
The road is long, we carry on
Try to have fun in the meantime

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain
You like your girl's insane
Choose your last words
This is the last time
'Cause you and I 
We were born to die

We were born to die
We were born to die

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain
You like your girl's insane

Don't make me sad, don't make me cry
Sometimes love is not enough 
And the road gets tough
I don't know why
Keep making me laugh, let's go get high
The road is long, we carry on
Try to have fun in the meantime

Come and take a walk on the wild side
Let me kiss you hard in the pouring rain
You like your girl's insane
Choose your last words
This is the last time
'Cause you and I 
We were born to die

We were born to die
We were born to die
We were born to die"


czwartek, 8 listopada 2012

Na dobranoc



"walczę po to żeby wygrać. jeśli nie jestem pewny, odpuszczam... ale zawsze jestem pewny.."

p.

środa, 7 listopada 2012

Na dobranoc...

Dzisiaj w melancholijnym nastroju... Jak cały dzisiejszy dzień....


opublikowane!

czytajcie pierwsza czesc nowego cyklu "sprawozdanie z morderstwa" bedzie on ukazywal sie co srode. milego czytania.

pozdrawiam

p.

Sprawozdanie z morderstwa

Od trzech minut jest sobota, 28 kwietnia 2001 roku. Czekam na niego w samochodzie, to ostatnia sprawa w tym tygodniu. Wiercę się niecierpliwie na fotelu kierowcy wsłuchując się w odgłosy skurzanej tapicerki. Przez mokre od kropli deszczu okno wpatruję się w olbrzymie drzwi hotelu PLAZA, z którego miał wyjść niejaki James Collen. Wyciągam z wewnętrznej kieszeni płaszcza zdjęcie by ponownie przyjrzeć się ofierze. Minęło kilka sekund gdy wrota otworzyły się. Tak jak przewidziałem, wyszedł Collen, punktualnie dziesięć minut po północy. Sprawdzam broń, wysiadam i idę za mężczyzną bezszelestnie wkręcając tłumik. Zaszedłem go z drugiej strony, zaczaiłem się za rogiem, słyszę kroki.. W tafli kałuży widzę jego odbicie. Wyskakuję przed jego oblicze i oddaję trzy szybkie strzaly w głowę. Trzy dla pewności.. Ciało opada na taflę chodnika podczas gdy ja delektuję się szelestem odbijających się od podłoża łusek.. Chowam broń, zaciągam ciało w zaułek, ostrym jak brzytwa nożem wycinam za uchem ofiary "NN" i spokojnym krokiem odchodzę w stronę samochodu.. Weekend.

p.

wtorek, 6 listopada 2012

Już jutro!

Za jakieś 24 godziny obiecana niespodzianka ;) Już niedługo.

dobranoc wszystkim

p.

Co mnie dręczy...- III

Śmierć


Czymże jest śmierć ?
Początkiem ?
Końcem ?
A może jednym i drugim ? 

     Moje długie i żmudne rozkminy zaprowadziły mnie do napisania tego posta... Choć dalej nie jestem 
w pełni przekonany do tego czym jest, to z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że jest jednym i drugim.
    Jako chrześcijanin wierzę, że jest początkiem nowego życia z Bogiem w niebie, w czyśćcu lub w piekle. Lecz jako człowiek sądzę, że jest końcem. 
    Śmierć jest nieustannie blisko nas, ale zauważamy ją dopiero, gdy dotknie naszego najbliższego otoczenia, rodziny, przyjaciół. Dopiero wtedy zadajemy sobie pytanie "dlaczego ludzie umierają...? ". Praktycznie większość ludzi jest niewrażliwa na śmierć obcych ludzi, ale gdy śmierć zabiera kogoś, kogo kochamy, to wówczas nasze serce rozdziera wołanie..."Dlaczego". W tedy zaczyna do nas docierać, że tak naprawdę nie jesteśmy tacy twardzi i zimni, że śmierć oddziałuje na nas silniej niż byśmy się tego spodziewali.
    Żyjąc boimy się śmierci. Jednak "patrząc" w nią nie boimy się jej, tylko tego, że jest nieznana... A może gdy już odejdziemy odkryjemy, że po drugiej stronie jest właśnie lepiej...


"Bać się śmierci jest tym samym, co mieć się za mądrego nim nie będąc..."
Sokrates
    

poniedziałek, 5 listopada 2012

Na dobranoc




hmm.. "slyszalem o takich miejscach gdzie.." dopiszcie sobie sami...

z dedykacją od P. ^^

"Co mnie dręczy" part 2

Dzisiaj temat skierowany do konkretnej grupy osób. Mianowicie.. Zdarzyło się komuś, że został on uznany za sataniste przez to jak wygląda, jak się ubiera bądź jakiej muzyki słucha? Przeważnie sie to łączy ze sobą..

Mnie osobiście doprowadza do szału za przeproszeniem pieprzenie, że to dzieło szatana itd..

Kogo boli to czego słucham? Nie mówię teraz o sobie ale czy wierzący i przykładny katolik nie może słuchać metalu? To idiotyzm..

Może znajdzie się wśród was ktoś kto to poprze, może ktoś kto to zneguje.

Wolność słowa dotyczy wszystkich więc mówcie co chcecie, ja też będę to robił. Najtrudniej jest pamiętać, że wszystko ma swoje granice, prawda księże Marcinie K.?

Jeśli kogoś uraziłem.. Przepraszam.

Keep calm and listen to metal!

"Bądźcie sobą i myślcie po swojemu"

p.

niedziela, 4 listopada 2012

Na dobranoc

Coś inspirującego...

"Słowo na niedzielę"

Siemano ^^
Dziś na blogu pojawiło się krótkie opowiadanie Daniela, w sumie kartka z pamiętnika. Mam przyjemność ogłosić wszem i wobec, iż jest to pierwsza część cyklu takowych "kartek". Tą częścią będzie zajmował się Daniel, tak samo jak cyklem "Na dobranoc"
Ja zajmę się troszkę inną stroną naszej twórczości, tą muzyczną, ale nie tylko.
Mam dla was również małą niespodziankę. Możecie się jej spodziewać mniej więcej w środku tygodnia. :)
Dobranoc
p.

Dziennik Samobójcy

 Prolog




16 grudnia 2012r.

     Leżę w toalecie , a wokół mnie moje ukochane przyjaciółki- żyletki. Jak na razie tylko one pozwalają mi zapomnieć, co się stało. Ich ostre języki zajęły się moimi nogami, bym mógł skutecznie oderwać się od wspomnień. Jedno cięcie za wspomnienie, im silniejsze tym większa rana.
     Nie wiele potrafię znieść, ale zrobię wszystko, żeby móc choć na chwilę zapomnieć. Przeszłość to paskudny drań, im bardziej się przed nią bronię, tym mocniej mnie atakuje.
     Moją jedyną bronią są żyletki. Może cięcie nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale bynajmniej jedynym.

    Wojtek zamknął swój dziennik i cisnął nim o ścianę. Nigdy nie radził sobie z bólem psychicznym. Zawsze musiał znaleźć jakiś upust,
a odkąd stracił sens swojego życia, ból stał się tak okropnie uciążliwy, że już nic mu nie pomagało, a jeśli nawet, to tylko na chwile.
    Chłopak popatrzył na swoje rany i zacisnął zęby. Trzymał ręce z dala od nich. Nie śmiał ich nawet dotknąć, by nie sprawić sobie jeszcze większego bólu i tak bolało go już jak diabli.
    Wstał i odruchowo spojrzał w lustro. Zobaczył to co zwykle... kolesia, do którego nikt się nie odzywa, za wyjątkiem dwóch najlepszych przyjaciół, kolesia, którego wszyscy się boją. Tak, bali się go, bali się jego okrutności, nieprzewidywalności i inności, która czyniła go wyjątkowym. A najbardziej w nim samym wkurzało go to, że jego odbicie tak bardzo przypominało mu, co stracił.
- Już nie długo z tym skończę. - powiedział do siebie. - Jak tylko będę tak odważny. Jak ty.
    Chłopak posprzątał łazienkę i ruszył do swojego pokoju.
   
     Już niedługo
- obiecał sobie.




Z cyklu "co mnie dręczy"

Macie czasami tak, ze boicie się coś zrobić (np. zmienić nagle swój wizerunek) bo nie wiecie "co o mnie ludzie pomyślą"? Zauważyłem jedna ciekawą rzecz.. My, ludzie, boimy się opinii społeczeństwa, które nas otacza bardziej niż śmierci.

Ale dlaczego?
Czym jest to spowodowane?
Czy lęk przed publicznym wyśmianiem jest aż tak duży?

Według badań tak. Ale co czysto teoretyczna nauka może powiedzieć o życiu? Dla wszystkich ludzi, ktorzy mają taki problem i teraz czytają tego posta mam lekarstwo w formie cytatu, który kiedyś gdzieś usłyszałem - "nie przejmowałbyś się tym, co ludzie o Tobie myślą gdybyś wiedział jak rzadko myślą."

do następnego

p.

sobota, 3 listopada 2012

Na dobranoc : )


Siema

Mam na imię Daniel i jestem współautorem tego bloga. Razem z Pawłem będziemy dla was pisać. Mam nadzieję, że każdy z was znajdzie u nas coś dla siebie ^^





Ave.

Pierwszy post wiec moze warto sie przedstawic.. Jestem Pablo. Zycze milego czytania moich i nie tylko moich przemyslen i roznych innych ciekawych smieci. Do nastepnego. \m/