Dzisiaj wieje nudą.. Żadnej ciekawej roboty.. Pakuję walizkę, wychodzę z domu i udaję się w kierunku metra. Ciężkie to cholerstwo, zachciało się mordu z ukrycia.. Z dziwną miną i wyrysowaną złością na twarzy wysiadam na Down Silence Street.. Ciekawa nazwa jak dla mnie. Stojąc przed wielkim budynkiem myślę nad strategią.. Jadę windą
na samą górę. Patrzę na wskaźnik pięter.. Nareszcie 15.. Wychodzę przez właz na dach, otwieram walizkę. Wyciągam moją piękność.. Kocham tą broń, cicha, lekka, poręczna. Czas na coś specjalnego. Otwieram małą czarną skrzyneczkę i wyciągam amunicję. Pocisk, który jest w stanie powalić niedźwiedzia.. Ogromny 500 S&W. Cudo amerykańskiej konstrukcji. Wyciągam nóż i podpisuję pocisk. Niech wiedzą, że to NN. Ładuję broń i przykladam głowę do celownika. Wszystko ok więc kładę się przy krawędzi budynku, na północ, w stronę parku. Właśnie mija południe, zaraz przebiegnie tędy Corey, to trochę przykre, że zginie dbając o swoje zdrowie. Skupiam się na jednym celu by uspokoić oddech. Jest! Czerwone charakterystyczne buty, kręcone siwe włosy, to on. Przymierzam się, wstrzymuję powietrze.. Strzał, Corey Will pada na chodnik praktycznie bez głowy. Mission Complete..
p.
aha
OdpowiedzUsuń(tylko tyle mi przyszło na myśl)
aha
OdpowiedzUsuńaha
OdpowiedzUsuń